Nie wiem od czego mam zacząć.Pierwszy raz założyłem sobie coś takiego aby opisać co przeżywam jak sie czuje po odejściu mojej narzeczonej.Mam zamier wszystkich którzy tu wejdą przestrzec aby nie popełnili takich błeów które ja popełniłem w stosunku do swojej dzieczyny"Miłości" Poznałem Aśkę w 2000rokuZ początku była dla mnie osobą kompletnie nic nieznaczącą powiedziałbym więcej byliśmy dal siebie wrogami którzy dosłownie się nienawidzili,dlatego nikt mi nie powie że nie można pokochać swojego wroga.Była moją sąsiadką z naprzeciwka.Młodsza o 13 lat więc w momencie poznania się ja miałem 32 lata Aśka 19.Nie zwracałem uwagi na nią z racji wieku,była za młoda.mineło 5lat i się zaczeło.Dziewczyna dojrzała:)wspólnie z jej znajomymi zaczeliśmy wychodzić na małe imprezki,zapomniałem dodać że wcześnie przychodziła do mnie jak do kolegi czy "przyjaciela"po małe porady jako do dojrzałego faceta.Z początku byłem tylko i wyłącznie jej kumplem ale po jakimś czasie przychodząc do mnie ze swoimi problemami zauważyłem coś co było dla mnie bardzo dziwne...zacząłem być zazdrosny....Nie raz mieliśmy ze sobą małe imprezki,po wypiciu kilku drinków po prostu wstawała i wychodziłe,nie wiedziałem o co chodzi,myślałem że coś zrobiłem nie tak,tak jednak nie było.O tym dlaczego tak się zachowywała dowiedziałem się kiedy nie wytrzymaliśmy oboje i wpadliśmy sobie w ramiona:)wtedy właśnie się dowiedziałem że wychodziła ponieważ nie była pewna czy utrzyma na wodzy swoje uczucia względem mnie,a ze mną było podobnie tylko że nie mogłem przecież poprostu od siebie wyjść....resztę dopiszę później